Kokos i Szpilka
Od jakiegoś już czasu myśleliśmy z Włochatym o wycieczce rodzinnej do schroniska.
Oboje pochodzimy z domów, gdzie były adoptowane koty, więc jasne było dla nas, że jeśli będziemy mieć jakieś zwierzęta domowe to tylko „adopciaki”.
Nie potrzebne nam rasowe championy wygrywające psie konkursy, ani ekskluzywne drogie koty z hodowli. Chcieliśmy zwierzaka do kochania,któremu możemy dać dom zamiast zimnego kojca czy schroniska.
Ponieważ jednak w naszym domu plany sobie a życie sobie, mijały dni, tygodnie, a my mieliśmy zawsze coś innego na naszej domowej to do liście.Wpadliśmy w wir pracy i załatwień, lub przechodziliśmy kolejny regres Kokosa podczas którego nawet banan obrany ze skórki stawał się przyczyną meltdownu o sile bomby atomowej (bo akurat chciał sam go obrać i afera na pół dnia, płacz krzyk i autoagresja ), a co dopiero sprowadzić zwierzaka do kieratu.
Aż pewnego sobotniego popołudnia podczas zakupów w hipermarkecie dostałam wiadomości od znajomej, że znalazła koło domu małego kociaka, którego nie może zatrzymać, z uwagi na brak aprobaty ze strony leciwej już kotki rezydentki, która w geście protestu „wyprowadziła się z domu” wracając tylko na jedzenie, gdy już musiała.
Uznaliśmy, że oto los postawił na naszej drodze małą istotkę do pokochania niemalże z dostawą do domu (prawie bo dostarczyć ją sobie musieliśmy sami😜) pozostało tylko skonsultować decyzję z 'mini bossem', jak nazywamy czasem Kokoska.
Pojechaliśmy więc wszyscy poznać potencjalną nową lokatorkę.
Kokos na pytanie czy chce by kotek zamieszkał z nami wykrzyknął spontaniczne „TAAAAK”, a że 5 razy zapytaliśmy go czy rozumie, że kotek to odpowiedzialność, że już nie będzie jej można oddać, i czy będzie się o nią troszczył, i usłyszeliśmy dodatkowe radosne „tak mamo i tato, wiem i będę dbał o kotka”, klamka zapadła.
I tak oto we wczesno jesienny wieczór w naszym domu pojawia się niespodziewanie nowy członek rodziny, Szpilka - kotka(już nie) sierotka.
Czemu Szpilka? Bo mała,z ostrymi jak szpilki małymi ząbkami
Niestety, jak często w bajkach bywa, nie wszystko poszło gładko... Szybko okazało się ,że w codziennym życiu Kokos nie był już tak zachwycony obecnością Szpilki.
Nie cierpiał, gdy ktoś poruszał się szybciej niż on, a przy niespełna 4-miesięcznym kocięciu nie było o to trudno.
Pojawiły się komunikaty " Mamo ja się jej boje ", " Oddajmy ją z powrotem do Krzysia" czy " Niedobry kocur ,idź sobie " i moje ulubione " Tato pokonać tego potwora "
( Czujecie to ?kocię niewiele większe od męskiej dłoni potworem!)
No i co teraz? Oddanie kota nie wchodziło w grę, z drugiej jednak strony Szpilka miała z założenia złagodzić pewne trudne zachowanie i uczucia Kokosa, nauczyć go odpowiedzialności dbania o kogoś innego, być przyjacielem, a nie zagrożeniem.
Trzeba było wdrożyć jakiś plan B... tylko jaki? Zaczęliśmy powoli, akcentując jak kot się cieszy, gdy Kokos wraca z przedszkola, mówiąc, że skacze i biega bo chce się uczyć i bawić zupełnie jak on,ale o głaskaniu czy nawet przebywaniu w tym samym pomieszczeniu, nie było mowy.
Byliśmy w procesie i wiedzieliśmy, że może on być długi...
Pewnego dnia po kłótni z kolegą w przedszkolu, Kokos pobiegł zaraz po powrocie do domu, do swojego pokoju krzycząc, że nie chce gadać o tym, co się stało (co nie było konieczne, bo wszystko i tak wiedziałam od wychowawczyni, ale chcieliśmy usłyszeć jego wersję zdarzeń) i że mamy go zostawić samego bo musi się wyregulować... No dobra... Zostawiliśmy mu więc tę przestrzeń, my ale nie Szpilka...
Nie zrażona, a może raczej radośnie nieświadoma sytuacji poszła do niego i po prostu położyła się na dywanie, gdy bawił się swoim ukochanym papierowym tramwajem.
Spodziewałam się wybuchu, więc szłam ostrożnie, do pokoju małego, gotowa zabrać kota z powrotem do kuchni, gdzie miał legowisko,ale wtedy ... stał się cud... nagle usłyszałem jak nasz buntownik zwierza się „wrogowi”
„Jestem smutny, wiesz Szpilka? bo dzisiaj pokłóciłem się z Szymonem, bo miał fajny pociąg wiesz?Taki towarowy i ja też taki chciałem a on mi nie dał bo to był jego z domu, powiedziałem mu, że jest okropny a on mi, że ja jestem okropny i głupi więc go uszczypnąłem”
Wycofałam się do salonu, zostawiając im czas na te zwierzenia (co nie było łatwe bo Szpilka w odpowiedzi na te żale Kokosa co jakiś czas wydawała z siebie ciche miauknięcie, jakby chciała powiedzieć „Ojej, rozumiem „ ,co bawiło mnie i rozczulało jednocześnie).
I to było to! lody zostały przełamane.
Od tamtego dnia może nadal nie jest idealne ,ale Kokos rano nasypuje kotu karmę, mówi, że życzy jej miłego dnia. Wracając wita się z nią i mówi „Już wróciłem, możemy się zaraz pobawić, tylko zjem podwieczorek” a kiedy ma zły dzień pyta „Mamo czy Szpilka może się do mnie przytulić?”
Kokos nie bardzo jeszcze umie w interakcje społeczne, trudno mu je nawiązać samodzielnie w poprawny sposób oczywisty dla osób neurotypowych, ale jest już świadomy co w danej chwili może pomóc i prosi o wsparcie w realizacji swojego celu. To duży krok.
Aaa! no i największy benefit z perspektywy mojej i Włochatego jaki płynie z obecności kota w naszym domu- Kokos przestał gryźć, nas i siebie. Teraz Szpilka nadrabia za niego i sprawiedliwie podgryza kostki nam wszystkim, gdy nie zwracamy na nią uwagi zbyt długo w jej kocim mniemaniu😜




Komentarze
Prześlij komentarz