Na początku muszę Ci się do czegoś przyznać...
Blog powstaje z potrzeby dzielenia się z innymi naszymi doświadczeniami i pokazaniu że nie ma dwóch takich samych osób w spektrum autyzmu. Każda historia jest unikalna jak płatek śniegu.
U nas tych płatków jest sztuk dwie więc bywa ciekawie.
Ponieważ jednak mój syn jest jeszcze małym szkrabem i trudno mi przewidzieć jaki będzie za kilka czy kilkanaście lat, zależy mi na zachowaniu jego prywatności.
W internecie jak wiadomo nigdy nic nie ginie, a ostatnie czego bym chciała , to aby za jakiś czas jakiś złośliwy kolega( lub koleżanka )wyciągnął mojemu dziecku tego bloga z neta i użył/a przeciwko niemu.
Dlatego chcę się z Tobą umówić na jedną rzecz - absolutnie wszystko na tym blogu będzie szczere i prawdziwe, poza jedną rzeczą, a mianowicie naszymi imionami.
Przyjmijmy więc że bohaterami naszej opowieści są;
Blanka czyli ja - wkrótce już 40-letnia mama i partnerka dwóch wyjątkowych facetów. Do nie dawna też pracowita mróweczka w dużej korporacji z branży marketingowej.
Wysoko wrażliwa od zawsze ,ale już na tyle zahartowana (chyba...) by nie rozpadać się jak domek z kart na każdym życiowym zakręcie. Chaos koordynatorka domowego cyrku. Wielbicielka Oscara Wilda i dobrego rocka.
Włochaty - moje słońce południa. Facet który pojawił się w moim życiu nieoczekiwanie kiedy było w nim naprawdę ciemno i źle i tak sobie już prawie 10 lat fundujemy na wzajem raz słońce wzajemnego wsparcia i miłości, a raz pioruny dzikich (ale szybko mijających) awanturek 😉
Włochaty swoją 40tkę świętował już jakiś czas temu, ale ponieważ jak wiadomo niektórzy mężczyźni się nie starzeją ,jedynie zabawki im drożeją to i z mojego testosterona czasami wychodzi mały chłopiec na życiowym placu zabaw. Poza tym jednak jest baaaardzo pragmatyczny i zazwyczaj idealnie równoważy swoim rozsądkiem sytuacje, w których u mnie serce i emocje grają pierwsze skrzypce.
Dlaczego Włochaty? a no dlatego że matka natura nie poskąpiła mu bujnej czupryny o jakiej ja mogłabym tylko marzyć i z jednego jeszcze powodu, którego pewnie już wkrótce się domyślisz towarzysząc naszej zwariowanej rodzince.
No i jest i ON - kierownik zamieszania - Kokos - 5letnie tornado o nieodpartym uroku osobistym i pomysłach tak zwariowanych, że czasem pękam ze śmiechu gdy udaje "żabokota" a kilka minut później przechodzę stan przedzawałowy bo postanowił wspiąć się na domową biblioteczkę w poszukiwaniu schowanych tam przez tatę żelek.



Komentarze
Prześlij komentarz